+swiatło nadziei+

• godz: 22:10 data: 2009.11.10

Przychodzi taki moment, gdy w panelu "Thinking" zapala się czerwona lampka i włącza się funkcja "Założyć rodzinę". Funkcja ta składa się oczywiście z kilu opcji, które może w zmiennej kolejności, ale trzeba wykonać. Aby funkcję "założyć rodzinę" zaspokoić, trzeba najpierw znaleźć partnera godnego, by starać się o naszą rękę. Kobieta, niczym kotka w marcu, rzuca się w szalony pościg ( w chwili przebłysku poczucia taktu zwracając uwagę, by osobnik na którego poluje nie miał obrączki; jednak bardziej zdesperowane porzucają ten stereotyp zaobrączkowanego gołębia). Znajduje partnera. Pierwsza z opcji zaliczona. Kolejny etap- ślub. Więc biegnie taka do Urzędu Stanu Cywilnego, załatwia szybko, kupuje buciki (to co że niewygodne i za ciasne! Ale jak wyglądają!), zapraszają gości (a ta Pani to kto? aa... ciotka) by mogli dzielić ich radość. Dziewczę układa plany, zapomina o planach w stylu prettybusineswoman i widzi się jako modelową matkę- Polkę, która śpiewa swoim trojaczkom, lulając wszystkie na raz. Wesele szybko mija. Trzeba pomyśleć nad tym, gdzie młodzi zamieszkają. Byle nie z mamusią. znajdują tanią kawalerkę, trochę pomagają teściowie (równi ludzie. Teściowa nie taka zła na razie.), jakoś się udaje. Nagle (choć to przecież naturalna kolej rzeczy) spada na nich, jak grom z jasnego nieba, wiadomość, iż przyjdzie na świat ich potomstwo. Osobnik codziennie w pracy, osobniczka natomiast! W rozciągniętym dresie, nieumalowana, wcina czekoladę i śledzie, dziergając nieudolnie na drutach przed telewizorem. Wraca taki do domu i- czar prysł. Gdzie pantofelek Kopciuszka? Trzeba szybko założyć go na nogę- może zły sen minie? Mężczyzna stuli uszy i przeczeka. Po narodzinach wszystko na pewno wróci do normy.... Przychodzi ten wyczekiwany dzień. Kobieta powiła córkę! Może być! Ale pewnie on wolał syna. Przecież na filmach zawsze marzą o przedłużeniu rodu męskim potomkiem, an nie zwykłej prokreacji. Euforia spowodowana różowym okruszkiem powoli opada, wracamy do codzienności. Dzieciątko płacze, śpi, rośnie, staje się samodzielne, a osobniczka nie wraca do siebie. On z nią nie rozmawia, nie rozumie, ona wcale nie chce go obarczać sobą, bo przecież jest dla niego tylko wtedy, gdy jest piękna i pogodna. I tak żyją. Ona sfrustrowana matrona (a miała być Matka- Polka), on ucieka w pracę. Nagle ona uświadamia sobie, że nie wie dlaczego wyszła za niego za mąż/ On nie pamięta co w niej widział. Ot, krótka historia rozwodu.

A wszystkiemu winna jesień

Chyba się wystraszyłam ;)

Komentuj(2)
• godz: 10:26 data: 2009.07.31
Przywatna wieża melancholii



"Pytasz wciąż co tam u mnie czy coś
Czy zmieniło się tu, chyba nie"


powroty są trudne. Trudno walczyć znów z tym wszystkim co zostawiło się w domu. Trudno walczyć z sobą. Spokornieć i milczeć. Być taką jaką sobie wymarzyli. Bo nic się nie zmieniło. W nich. A we mnie?
Mam plan. Milczeć po prostu. Przyjmować wszystko takie jakie jest. Cicho. Z uśmiechem jeszcze. Łamać się. Pozwalać- niech narzekają. Być tą marionetką, której chcą.

I tylko czekać na kolejny Boży palec, który pokazuje tak wyraźnie, że prawie oko wybija. Bo widać On tak chce....

"Znowu dziś chciałem odmienić świat
Ale z tego i tak nie wyszło nic"


wraca człowiek pełen energii, chce przestawiać życie do góry nogami i grzęźnie w tym samym. Ratunku!

"Smutna twarz, czy to już jestem ja
Czy to ten kogo ty tylko znasz"


Trudno wygrywać siebie, swoje przekonania, swoje postanowienia. Trudno wygrywać swoje "ja". Trudno wygrywać swoją nieśmiertelną duszę.

Smutnieję. Słucham muzyki, zamykam się w tym świecie i melancholia porywa. Jak zawsze. Oaza spokoju. Tylko wieczorami łzy. Apatyczna i nieaktywna. Ratunku!

"Ja i tak przecież nie zmienię się
Choćbym nie wiem naprawdę jak chciał"


Nie zmienię?

"Tylko pstryk i już nie ma mnie
Czasem bardzo tego chcę
Zostawić wszystkich was"


śmieszne, że przy tym jak bardzo kocham ludzi, w domu potrafię się od nich tak odgradzać drutem kolczastym...

"Szukam czegoś przez cały czas
Co zatrzyma mnie"


Szukam jak zawsze- siebie, swojego miejsca w tym szaleństwie. 20- letnia niepełnosprytna, ograniczona przez R. do kwadratu dziewczynka. I biegnę sobie przez życie, uciekam w pracę, marzenia, muzykę, żeby na to nie patrzeć.

"Wszystko drży i przeszkadza mi śmiech
Lepiej odejdź już stąd, zostaw mnie"


Przecież wiesz K., że ja muszę pomilczeć. Że ja muszę przetargać to wszystko w mojej duszy. Że muszę się na nowo przeorać tak w cichości. A z Tobą najlepiej milczę.

"Nic to nic, przecież wiesz, przejdzie mi
Tylko deszcz zmyje z szyb brudny śnieg"
Wiesz, ze przejdzie mi... Tylko muszę się jeszcze przestawić. Zesmutnieć, uspokoić. A może i przejdzie mi ta codzienna wieża melancholii- wyjdzie kiedyś słońce?

Taki sport. Ja po prostu lubię walczyć o siebie i swoje życie.


Jak to wszystko dramatycznie brzmi...

Dramat walki o siebie.


"Oddech weź
Już najgorsze jest za tobą
W końcu gdzieś Będzie lepiej, daję słowo.
Nie bój się
Uwierz w siebie
Masz już wszystko
Poczuj więc że przed tobą cała przyszłość
Przecież wiesz..."


Za mną. Za mną dwa najważniejsze pogrzeby ludzi. Pogrzeby miłości. Pogrzeby siebie, swojego egoizmu. Za mną walka ze strachem. Walka o marzenia. Za mną. Mam wszystko czego trzeba- wierzę. Wierzyć i ufać. Przede mną wszystko. Jeszcze wszystko może być piękniej!

Biegnij tam
Zostaw wszystkie dawne troski
Życie trwa
Sam już z reszta mówisz o tym
Cały świat
Już nie musisz o nic prosić
To twój czas
Najważniejsza jest ta miłość którą masz"



Biegnę.

Komentuj(1)
• godz: 20:21 data: 2009.06.2

ja interpretuje wiersze

a ludzie interpretują mnie.

śmieszy to, jak naprawdę niewiele o mnie wiedzą.

czasem milczenie jest zdrowsze.
No! Na zdrowie Paulino!

Komentuj(0)
• godz: 22:49 data: 2009.05.11
tak z głupa...
Piszę notkę, bo mam jeszcze jakieś życie "po za". Mam mnóstwo innych spraw o których myślę, rozmawiam, które są dla mnie ważne w danym momencie. Usprawiedliwienie tak na wszelki wypadek.

A pamiętasz, pocałowałeś mnie kiedyś w policzek.
Do tej pory rumienię się jak sobie przypomnę.
Żadnego pocałunku wcześniej tak dobrze nie pamiętam i żadnego aż tak bardzo nigdy nie chciałam powtórzyć.
W policzek...
A to tylko policzek.

Więc jak boli wymierzony policzek?
Jak to co się teraz dzieje.

Chociaż nic nie dotknęło twarzy tak jak Twój pocałunek....



"przepraszam, daj pomilczeć... za bardzo boli"

Zgoda na milczenie. Muszę po swojemu. Jeszcze raz. Powoli.

Śmieszne spadanie. Nie lubię spadać. Męcząco jest. I tak zawodząco.

Poskładało się... Naskładało...

Komentuj(1)
• godz: 22:10 data: 2009.04.15
zlepek myśli nieuczesanych

Ja przeżyję swoją samotność, ale czy Ty…?

nie! Nie chcę przeżywać mojej samotności. Właśnie nie. Ja jej nie przeżyję. Ale czy Ty dotkniesz swojej? Nie potrafię myśleć inaczej jak sercem. Boli. Ten, Który stworzył ten organ musiał być sadystą. Myślenie sercem powoduje do zawału- do klinicznej zapaści dnia. Do klinicznej śmierci wiary. Do klinicznego zimna uczuć. Moje serce nie chce tak dłużej trwać. Moje serce nie może tak dłużej myśleć. Czas na zawał, tak dłużej nie można. A potem śpiączka. Długa śpiączka. Czekam na nią. Modlę się po cichu do Tego- który- Milczy. I ogląda swój teatr.

Ma ktoś defibrylator?

Czym teraz myśleć? Kiedy ucieczka w nie-myślenie była niepowodzeniem, kiedy ucieczka w myślenie sercem okazała się bólem… Co teraz? Bez bólu i bez cierpienia. Zimne rachowanie uczuć. Intelektualność. Rozrachunki z tym co rani. Długi paragon uczuć pakowanych do kosza… Stosy faktur na miłość wrzucanych do niszczarki. I w tle „Może tam znajdziesz raj” A jeśli nie? Ja- ja już chcę potrafić przeżyć swoją samotność. Ale czy potrafię?

Nieuczesane myśli… Wszystko na opak i wszystko w gruzy. I wszystko od nowa. I wszystko przeżywać jeszcze raz. Tyle zaległości, tyle wyborów, tyle do zapomnienia…

Zapominać

Jaki jest zapach zapomnienia?

Zapomnienie ma zapach kurzu miejskiego, zapach zmęczenia, zapach zapracowania. Ma zapach szarości i smutku. Ma zapach Katowic. Zapach oboju, drewna, partytur, papieru nutowego i tuszu w cienkopisie do nut. Zapach smutnych piosenek, zapach w spodniach czy w sukience, zapach Dąbrowskiej, zapach Myslovitz, zapach dźwięków. Zapominanie jest dobre.

Znieczulić bolące miejsce przed operacją.

Nie potrafię.

I nikt inny nie chce tego zrobić za mnie. Kolejni sadyści w koło. Sadyści w niebie.

Nie-zgoda na eutanazję. Eutanazję uczuciową.

dlaczego nie pozwalają mi jej wybierać?

Tyle wyborów… Tyle spraw do załatwienia. Zaczyna się. Rozbicie jest początkiem. Początkiem końca myślenia sercem?

Zapachniało dźwiękami.

„Zamigota świat tysiącem barw” za jakiś czas… kiedy znów poczuję…

masz prawo marzyć, masz prawo śnić, marsz prawo kochać, masz prawo żyć…

Może tam znajdziesz raj- jeden krok w wielki świat, może tam ktoś jak ja poznać Cię będzie chciał…

Jest coś jak wielki zawrót głowy, jak fajerwerki w czarną noc- tak jak szaleństwo innymi słowy, czuły mikrofon i Twój głos…

Cierpliwość- że przecież się stanie- miłość

trudne słowo na „eM”

Komentuj(1)
• godz: 13:33 data: 2009.01.26
Najkoncertowniejszy koncertowy koncert koncertów...
Ha, niespodzianka, bywają takie. Po wielu koncertach, po których wychodziłam znudzona, zmęczona, zniesmaczona, z bólem głowy, w dobrym humorze tylko dzięki życzliwym mi wytrwałym ludziom, którzy wybrali się tam ze mną, udało się!

to był dopiero drugi koncert w ich nowej trasie. Po roku przerwy wszyscy fani oczekiwali, że pojawią się na scenie z wielkim hukiem. I nie przeliczyli się. Wokalista jak zwykle małomówny- ograniczał się do prostego "Dzięki", kiedy ludzie piszczeli, krzyczeli, klaskali. ale ile treści w tym "Dzięki" było:)

Pierwszy raz słyszałam tak spontaniczne "sto lat" wydobywające się z tylu gardeł. Nie wspominając o tym, że z mojego też... Pełna klasa wśród publiczności. Żadnych bijatyk, pijatyk, wszystko kulturalnie. Tylko "małolaty", pudernice, ubrane w ciuchy z najnowszej kolekcji, nie wyglądały tam na miejscu. Krzyczały tytuły utworów, których nie ma się co wstydzić. Są ok. ale przecież tak komercyjne, że zespół z TAKIM stażem (to już 14 lat...) nie musiał już ich grywać. Mają tak wielką renomę wśród fanów, że mogą grać to, na co mają ochotę, w taki sposób w jaki lubią, nic pod publikę.

Dawno żadna muzyka nie wywołała tylu emocji. Śmiech, radość, krzyki, euforia, wzruszenie, wyciszenie. Grali. Grali jak nic. Koncertowe emocje wybrzmiały w słuchaczach.

Liczyłam na ten koncert, czekałam jak na żaden inny. I... były dwa rozczarowania. Po pierwsze- kiepska wersja "Peggy Brown". Szczerze przyznam, czekałam na tą piosenkę i... Słyszałam już ją w lepszym wykonaniu. Po drugie- brak piosenki "Książe życia umiera" z płyty Happines is easy. Liczyłam, że uda mi się usłyszeć ją na żywo. Trudno. Następnym razem, może... Rozczarowania ogólnie niewielkie.

Grali bite dwie godziny. Przez pół godziny bisowali. Mieli jeszcze jednego bisa w Set liście, ale ludzie nie domagali się więcej po pierwszym bisie. Zachwyca postawa chłopaków. Postawa wokalisty- dał publiczności zaśpiewać cała piosenkę, tylko trochę podpowiadał:)

Plus za pierwszy utwór- 'Kraków'. Właściwie czego mogłam się spodziewać. Na sali- szaleństwo!

O kim mowa?
Myslovitz. Brzmią dużo lepiej na żywo, niż na płycie. Polecam. te gitary.... ah...

Komentuj(3)
• godz: 12:51 data: 2008.12.13
Piosenka na dziś, lektura na wczoraj...
Powiedz jak walczyć
Właśnie, że nie mów. Bo ja sama wiem. Jestem ekspertem w walce. Obiecałam sobie już nie walczyć. jednak... Nie mam siły na bierność. Zbyt wiele rzeczy ciągnie mnie do walki, by się im opierać.
Z tym co złe
Czasem łatwiej sobie odpuścić. To co złe samo się rozpuści w morzu zmęczenia...
Za mało siły w sobie mam
A właśnie, że mam jej wystarczająco wiele! Jestem zmęczona, ale nie brak mi siły... Paradoks? nie.
Więc pytam
Po co zadawać sobie zbędne pytania? Lepiej pozwolić, by wszystko się "stawało". Samo działo. Nie męczyło bardziej...
Czy jest jakiś sposób by siłę mieć
...
Po rozżarzonych węglach pewnie kroczyć
Wypalać się, zamęczać... po co ci to człowieku?
Gdzie jest ta siła

Nie trzeba daleko szukać... Tylko troszkę się zmusić...
I skąd ją brać
Przecież jest ciągle w nas, tylko jesteśmy zbyt ospali...
Skąd tyle wiary
Trzeba wierzyć, że nie zawsze tak już ma być... że nie zawsze trzeba szukać w sobie tej siły. Nie zawsze trzeba walczyć. nie zawsze trzeba się wypalać.
By mocno stać

Ile razy pomimo rzekomej siły zachwiejesz się?
Czy Ty nią jesteś

Czy ktokolwiek ma prawo stawać się dla drugiego taką siłą... Tak...
Ty co masz świat u swoich stóp
Tak po ludzku- Ty, który jesteś u szczytu kariery? Czy inaczej...
Pomóż mi proszę

Bo czasem sama rzekoma siła nie wystarcza?
Wskaż drogę znów

Po tym jak znalazłam całą tą siłę, żeby zrobić coś z sobą, swoim życiem... Myślę, że bez sensu się tak męczyć. Lepiej wrócić do stanu 'wstrzymania' i rozwagi. Spoważnieć.
Tak naprawdę, to tego już chcę, chcę zobojętnieć...
Nie przeczę, było wspaniale przez parę dni czuć to wszystko, jednak teraz, kiedy mnie to uwiera i dokucza i boli. Czas być rozważnym.

Lektura na wczoraj?
"Zanim powiesz kocham"
Ładnie napisane, ale nie ma w tym nic z realiów... Takie rzeczy się nie zdarzają. Ot co.
Teoretycznie, miłość, to stan, gdy jeden ciągnie drugiego do świętości. "Gdy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze". Ale to tylko w warunkach idealnych. Tak jak niektóre doświadczenia chemiczne udają się tylko w warunkach idealnych- w próżni. Tak taka miłość. Jak stworzyć kiedyś taką próżnię dla miłości?
Miłość, o której on pisze w książce, chyba jeszcze nigdy tak naprawdę mnie nie dotyczyła... Nigdy mi się nie zdarzyła. Może teraz... Tyle, że czas spalić mosty i marzenia.
Po za tym rozczarowanie dorosłością... Nigdy nie myślałam, że moje marzenia są tak głupie i nierealne. Takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach... naiwniak ze mnie...
Lektura na wczoraj? bo dziś- właściwie nie jest już ważna...

Nie, ja się nie poddaję. Ja się nigdy nie poddaję. Ja tylko wybieram opcję najlepszą z możliwych.

głupia jestem. Zawsze uciekam od tego co trudne i boli. Bo tak łatwiej...

Komentuj(3)
• godz: 14:05 data: 2008.12.2

"...bo Ty zawsze musisz o wszystko walczyć..."

Przede mną ostatni walka. Ostatnia. Zawalczyć o swoją wolność. O wolność sumienia, o wolność wyboru, o wszelkiego rodzaju, szeroko rozumianą WOLNOŚĆ.

Jakie to piękne uczucie, że za moment przyjdzie ten czas, gdy nie muszę o wszystko walczyć. Że to Ktoś inny wyciągnie palec i zrobi "łał". Że może być pięknie i to bez zamęczania się, wykańczania, spalania.

Jaki to piękny stan, gdy nie myślę o niczym. Gdy skaczę z radości jak dzieciak, gdy pozwalam sobie na tą "słabość".

Straciłam gdzieś swój rozsądek, który trzymałam ze trzy miesiące na uwięzi...

Melancholia starych koncertów i Terminator zrobili swoje...

Jak mi dobrze!:)

Komentuj(3)
• godz: 23:44 data: 2008.11.8
Melancholia starych koncertów...
Melancholia i sceptycyzm.
Dziwne połączenie.

Dorwały mnie i nie chcą puścić. Przylepiły się jak alergia na wiosnę…
Mniej jem, dbam o linię, o wygląd, godzinami siedzę w szafie i nie wiem co na siebie włożyć. I wciąż, a to wciąż, czuję się nie tak, nie taka, nie tu, źle dobrana, źle ubrana, nijaka, szara…
Najpierw ktoś pozwolił sobie wszystko zrujnować. Bo to tak łatwo jest coś zburzyć i zostawić komuś do składania.

Starałam się więc składać.
Przewracałam wszystko z boku na bok. Oglądałam dokładnie ze wszystkich stron.
Tak, miał rację rujnując coś, co wybudowałam, ale…

Potem przyszedł, całkiem ciepły, wygodny i przytulny sceptycyzm. Fajny jest. Taki-mi-na-rękę. Chroni przed wszystkim. Przed rozczarowaniem miłością, która się rozleciała, przed brakiem pomysłu na życie, przed niespełnionymi ambicjami, nie wymarzoną pracą, przed złymi ludźmi i fałszywymi przyjaciółmi. Wygodnie patrzeć na t o z boku i zakładać, że coś przecież i tak nie wyjdzie.


Kiedy już ogarnęłam uczucia, zmiotłam szczotką na szufelkę odłamki dobra, które jeszcze we mnie zostało, pomyślałam, że czas zacząć układać to wszystko co zburzył od nowa.

Powoli składałam swoją pracowitość, obowiązkowość, więzy z ludźmi, obudziłam w sobie empatię.

ale co z uczuciami?
Chyba pozasypiały…

Otóż- nawet nie. Znalazłam je gdzieś tam przykurzone i nieużywane. I myślę sobie, że dobrze byłoby kiedyś tak odtajać.

I tu inwencję przejęła melancholia.

Siedzę, słucham starej muzyki. Słucham Julki na afisz, Jesieni Mietalla, Myslovitz, Dąbrowskiej i I Belive I can fly i you are beautyful i Debussyego.
Czytam, chcę czytać, nadrabiam zaległości z półki.
Piszę teksty, wymyślam muzykę. Choć jedno do drugiego nie pasuje- i jedno i drugie daje ukojenie i satysfakcję.
Przypominam sobie stare koncerty i stare marzenia.

Ziewam, rozleniwiam się i…. i czuję się lepsza, cieplejsza, bezpieczniejsza…
Brakowało mi tego.
Znów odzywa we mnie marzenie czegoś większego, lepszego. Znowu marzę o jakiejś scenie, jakimś koncercie, o poznaniu kogoś, o spotkaniu kogoś, o zdobyciu czegoś. Przyjemne uczucie: marzyć.

Melancholia starych koncertów potrafi skruszyć lód….

Komentuj(2)
• godz: 23:22 data: 2008.09.9

Tak naprawdę to to wszystko jakoś dziwnie się plecie...

życie, to taka jakaś wielka zagadka.

A ja siedzę pośrodku niej, wpatruję się tępo w pustą, białą kartkę i ostatnio milczę. Czekam kiedy życie podstawi mi kolejnego haka.
Może już starczy mu pastwienia się nade mną?
Wątpię.
Jestem jak Kubuś - Fatalista. Czekam na kolejny krok pecha. ciekawe...

Po za tym jakieś podsumowanie może...

* Jesień idzie, w tej części, którą najbardziej lubię. W tej słonecznej, złocistej, ciepłej, i pełnej kasztanów. Lubię jesień. Właśnie taką.
Szkoda, że to pierwsza jesień bez nich...
Ale zaraz po tej pięknej jesieni przyjdzie ta brzydka, szara, mokra, i będą mi znów przemakały balerinki. I znów będę kichać i kląć na niepogodę.
tylko kto teraz upomni, że znów chodzę bez szalika? To pożyczy błękitnego swetra? Kto każe zabrać parasol?
* na studia się dostałam. Nawet na dzienne. Teraz jestem dumną studentką Filologii Polskiej.
Tylko czemu oni nie zdążyli się o tym dowiedzieć?
Tyle, że wciąż tych studiów pewna nie jestem. Co to za pomysł- polonistykę studiować. Szaleństwo! Co po tym mam zamiar robić? Nie lepiej było iść na to prawo? politologię? chociaż zaocznie... A może jednak te studia muzyczne to jakaś szansa? Ale co ja w ogóle w przyszłości chcę robić?
I z kim tu się podzielić tymi wątpliwościami...
* W moim życiu powoli wszystko się układa. Stosunki z rodzicami się ocieplają, nawet Młodą potrafię zrozumieć. Powoli poukładała mi się hierarchia wartości. Wiem co chcę robić, wiem co powinnam zrobić... Wracam do swojej obowiązkowości. do kalendarza i terminów. ciężko to przychodzi... ale odnajduję w tym spokój i stabilizację.
* Na jesień najlepiej się zakochać...
* Mam fajną pracę, która czasem daje w kość i wkurza mnie jak nic... No cóż- to mi najbardziej pokazuje, że żeby do czegoś dojść potrzebna siła charakteru, dużo skupienia, uwagi, dbania o siebie i swój tyłek. Szkoła życia. Cholera mnie bierze... Już ja mu pokażę!
* po za tym... biorę się za siebie- tendencja zwyżkowa. Mam ambitny plan na swoje życie i nie mam zamiaru go zmarnować.
* no, uszy do góry, pierś do przodu, oczy przed siebie!

Komentuj(1)

+Księga+

+Linki +
o. Jeremiasz

Kachorka

Wafelkowa

Kamisia

Duchowny:)

mrówka

Anielskie art zycie Marty

Ola Ka.

Justyna:)

herohealter
Mój duchowy, zwariowany Grafomaniak
Ksiądz
osoba wyjątkowa...
Aglais
Profesor, motyle i dobra muzyka... Duchowo!


+Przeszłosc+
(archiwum)

Design by mArtynA
photo stad